Barolo

Barolo
Producent wina, agroturystyka.

czwartek, 19 stycznia 2012

Polskie drogi 1940 – 2000 Bogdana M Trybuchowskiego

Tekst Piotra Dobroniaka: 


Ze strony: http://www.prl24.net/aktualnosci-5022,.html 

Część z tych ludzi postanowiła napisać swoje wspomnienia o tamtych trudnych chwilach. Często jest to żywa historia z pierwszej ręki. Jedną z nich opisujemy poniżej.

Po rozpoczęciu działań wojennych przez Niemców, we wrześniu 1939 roku, Polacy zostali zaatakowani również przez Rosjan. Rosjanie biorąc niejako odwet za porażkę w roku 1920 zachłannie zabierali wszystko, co polskie.

Rozpoczęły się ogromne przesiedlenia polskiej ludności i wykorzystywania jej do ciężkiej, często bezsensownej pracy. Stawką było życie.

Po ogłoszonej amnestii i uwolnieniu z więzienia Generała Władysława Andersa, części ludności cywilnej udało się przedostać z obozów pracy do obozów wojskowych i razem z wojskiem wydostać się z radzieckiego piekła.

Bogdan M. Trybuchowski opisuje w książce swoje wspomnienia z tamtego okresu. Bardzo dokładnie opowiada o tym jak wyglądało gospodarstwo jego rodziców w przedwojennej Polsce. Są to bardzo interesujące opisy, ponieważ przedstawiane są z punktu widzenia dziecka, zupełnie obiektywnie i bez obciążeń ówczesną sytuacją polityczną.
Autor bardzo często podkreśla, że nie neguje tego, że były problemy bardziej społeczno-polityczne, jednak wtedy nie były rzeczy którymi się zajmował. Dlatego w książce przeczytamy o tym jak wyglądały ówczesne gospodarstwa, które powstawały na pustej ziemi i które dopiero kolonizowały wschodnie obszary ówczesnej Polski. Jak wyglądał dzień powszedni i życie dorosłych widzianych z punktu widzenia dziecka.

Bardzo wciągające są opisy podróży na Syberię a potem życie w obozach, które powstawały na trasie tułaczki Polaków, poprzez Iran i Afrykę.

Czytając te wspomnienia, przypominają się opowieści generała Kazimierza Draczyńskiego, człowieka który walczył zarówno w I jak i w II Wojnie Światowej i który był zmuszony do pozostania po ostatniej wojnie w Anglii. Te opowieści w zderzeniu z treścią książki nie tylko w wielu punktach się pokrywają, co przede wszystkim się uzupełniają.
Matka Bogdana Trybuchowskiego, Olga, z domu Sidorówna, to znana polska działaczka i nauczycielka. Jeszcze na Syberii organizowała młodym Polakom naukę, a w Kazachstanie, gdzie dotarli Trybuchowscy po pobycie na Syberii, założyła sierociniec, w którym w pewnym momencie przebywała prawie setka maluchów. Ze swojej misji nauczycielskiej nigdy nie zrezygnowała, organizując szkoły w polskich obozach w Indiach, Iranie, Afryce a potem już po wojnie organizując w Manchesterze Szkoły Przedmiotów Ojczystych, zwanych Szkołami Sobotnimi.
Po wojnie Bogdanowi Trybuchowskiemu udało się jeszcze dwa razy wrócić do Afryki, w miejsce obozu w którym spędził część swojego dzieciństwa, Obie wyprawy opisuje w książce.
Ponadto można znaleźć w niej odpisy oficjalnych dokumentów kierownictwa obozu w afrykańskim Tenderze. Szczególnie ciekawą jest seria dokumentów odnoszących się do spisu ludności, który miała przeprowadzić UNRRA (Administracja Narodów Zjednoczonych do Spraw Pomocy i Odbudowy).
Wyraźnie są tam opisane nastroje społeczne panujące ówcześnie w Polskim społeczeństwie.
Opisy tułaczki w latach 1940 – 2000 dopełniają opisy siostry pana Bogdana – Ireny Trybuchowskiej-Dembek oraz jego matki, Olgi Trybuchowskiej.

Ponadto znajdziemy w niej wczesną historię Szkoły Polskiej w Manchesterze oraz opisy różnego rodzaju imprez i spotkań organizowanych przez szkołę.
 Bogdan M. Trybuchowski, Herbu Ogończyk, urodził się w październiku 1932 roku w Łohwinowicach, w przedwojennym województwie Nowogródzkim. Na początku wojny, razem z rodziną, został wywieziony na Syberię. Razem z Armią Generała Andersa przedostał się następnie do Persji (dzisiejszy Iran), a następnie do Afryki. Tam spędził wraz z matką, ojcem i siostrą kilka lat, aż dotarł ostatecznie do Anglii. Od lat żyje i mieszka w Manchesterze. Informacje na temat książki można uzyskać pisząc maila na bm.trybuchowski@googlemail.com

niedziela, 8 stycznia 2012

Dyskusyjny Klub Książki. O pielgrzymce do Santiago

zaprasza na spotkanie
Mirosławem Dziekańskim
Spotkanie odbędzie się w lokalu Biblioteki
przy ul.Ks. J. Chróścickiego 2, wejście A
Pielgrzymka do Santiago de Compostela
18 stycznia(środa) godz. 18.00
Wypożyczalnia nr 30
Dyskusyjnego Klubu Książki

Poniżej wykaz książek, o których będziemy dyskutować i prezentować.
Bibliografia:
1.    Antkowiak W. Vamos, peregrino! Droga do Santiago de Compostela. Wydawca Erica, Polski Instytut Wydawniczy. Warszawa 2005.
2.    Burdziej Stanisław. W drodze do Santiago de Compostela. Zakład Wydawniczy Nomos. Kraków 2005.
3.    Coelho Paulo. Pielgrzym. Wydawca: Świat Książki.  Warszawa 2003.
4.    Forest Jim. Pielgrzymowanie jako droga przez życie. Wydawnictwo WAM
2009.
5.    Kołaczkowski-Bochenek Andrzej.  Poradnik pielgrzyma - Santiago de Compostela. Wyd. WAM Kraków 2010
6.    Kołaczkowski-Bochenek Andrzej. NIE IDŹ TAM, CZŁOWIEKU! Santiago de Compostela. Wydawnictwo WAM. Kraków 2008
7.    Opłocki Przemek. CAMINO INACZEJ. Czyli dlaczego warto zostać pielgrzymem. Wydawnictwo Verbinum. 2009
8.    Sokolikowie Emilia i Szymon. Do Santiago. O pielgrzymach, Maurach, pluskwach i czerwonym winie. Wydawnictwo Carta Blanca. Maj 2010
9.    Szomburg Lucyna. Droga do Santiago de Compostela. Samotna pielgrzymka do grobu Św Jakuba Apostoła. Wydawnictwod Bernardinum.  Pelplin 2006.
10.    Szomburg L. Którędy do Ciebie Olafie. Wydawnictwo Bernardinum. Pelpin 2011.

Linki:
11.    http://mypielgrzymi.com/
12.    http://www.bractwoswjakuba.pl/pl/index.php?linki
13.    http://www.camino.net.pl
14.    http://www.camino.webd.pl/
15.    http://www.pielgrzymowanie.com/
16.    http://www.santiago.defi.pl/index.php?i=oklubie

środa, 7 grudnia 2011

Magiczne miejsca na szlaku. Klasztor de Irache.



Szlak pielgrzymkowy Camino de Santiago wiedzie przez znany region winny w Hiszpanii - Navarrę. Szlak ten przebyłem wraz z rodziną, to jest z żoną i piętnastoletnim synem. Wyruszyliśmy z miasteczka Estella po szybkim śniadaniu, tuż przed świtem, tak, jak to już robiliśmy od kilku dni. Przeszliśmy przez średniowieczny, kamienny most wybudowany właśnie dla pielgrzymów.  Ranek wstawał bardzo szybko, już widzieliśmy w oddali klasztor de Irache. Tuż obok rozległa Bodega Irache, która dla pielgrzymów przygotowała wspaniałą niespodziankę. Są to dwa „źródełka” - kraniki z wodą i czerwonym, młodym winem. Pielgrzymi ustawiali się w kolejce aby napełnić kubeczki. Niektórzy nadstawiali tylko dłonie. Wspaniałe miejsce, wspaniałe wino - młode, świeże, orzeźwiające.
Na zdjęciu przy kranikach ze stale cieknącą wodą i od czasu do czasu cieknącym winem jestem wraz z synem. 



wtorek, 29 listopada 2011

Samochodem do winnic Europy. Piemont.


Samochodem do winnic Europy.


Przedstawiam krótką relację z podróży do Włoch odbytą według artykułu z Magazynu Wino  „Samochodem do winnic Europy”. Po przeczytaniu kilku artykułów wybór trafia na opowieść Andrzeja Daszkiewicza. Z Magazyn Wino na kolanach jedziemy do Włoch, rejon Alby. Tytuł „Barolo i Barbaresco w krainie skarbów” przerobiłbym na : „Krainę zamków i zapomnianych rycerzy”. Oba tytuły oddają urok widoków z gór Langhe na liczne zamki z wieżami. Dopiero tam na miejscu można się naprawdę wczuć w atmosferę dawnych bajek o smokach, rycerzach i królewnach więzionych na szczytach wież. Za każdym razem z miejsca widokowego liczyliśmy ile naraz widać zamków. Potwierdzamy, iż opisany w artykule rejon, to istny labirynt dróg i nieskończonych serpentyn w górę i w dół.  Pełno znaków sugerujących zakładanie łańcuchów w porze zimowej. Zatrzymujemy się w Albie w pensjonacie San Lorenzo. Pokazujemy artykuł  z adresem hotelu. Obsługa robi kopię na pamiątkę. Jesteśmy w samym centrum miasta Za spokojnie to nie jest, bo pokój mamy od ulicy i z rana słychać samochody służb miejskich i dostawcze. Ale urok miejsca pozostaje nam w pamięci. W Albie polecamy restaurację Osteria Nova, Trzeba być punktualnie o 20,00 lub wcześniej zarezerwować stolik, koszt około 40 Euro za dwie osoby z winem. Jedzenie domowe bez karty, na start wędliny, na deser deska serów - polecamy.
Kolejne urokliwe miejsce to gospodarstwo agroturystyczne producentów wina - rodziny Rivetto (tydzień dla dwojga 420Euro),. Dostajemy przepiękny pokój z widokiem na zamek w Serralunga. Śniadania zawsze zaskakują dopiero co wyjętymi z pieca bułeczkami, wyborem serów oraz własnej roboty przepysznymi powidłami. Wczasy jak u babci na wsi, tylko kur i krów brakuje. Atmosfera rodzinna, przyjacielska. Miejsce godne polecenia jako punkt wypadowy na cały region Piemontu.
Zwiedzanie winnic dobrze rozpocząć od biura turystycznego w Albie, skąd wyszliśmy z wcale pokaźną kolekcją map, informatorów o producentach win, o restauracjach i innych wartych zwiedzenia miejscach. Na podstawie ich lektury planowaliśmy nasz pobyt dzień po dniu.  Ciekawie też było po prostu poddać się nastrojowi i po zdobyciu góry z posadowionym na niej miasteczkiem La Morra odwiedzać poszczególne miejscowości w zasięgu wzroku, enoteki, sklepy producentów i samych producentów. Większość wizyt wymaga uprzedniego umówienia się. Polecamy również enotekę w regionie Roero w Canale. Ciekawe miejsce i wina trochę tańsze niż z Barolo czy Barbaresco.
U rodziny Rivetto degustowaliśmy wina prosto z beczek. Miło było słuchać Enrico, który trochę po polsku, trochę po angielsku prezentuje swoją piwnicę, wina i ciekawie opowiada o trudach pracy na niesamowicie stromych, prawieże pionowych, obrośniętych krzewami winogron stokach. Kolejny producent to Palladino w sąsiednim miasteczku Serralunga - własne małe muzeum, ciekawe wina. Polecam też odwiedzić piwnice producenta Gigi Bianco w Barbaresco, który posiada jedynie 3 ha winnic.
Panie Andrzeju - dziękujemy za pomysł i te kilka wskazówek jak podróżować po Piemocie. Dodałbym, iż warto czytać ogłoszenia o fiestach odbywających się w okolicznych wioskach. Z pewnością będę wspominał jedną z takich fiest jako pierwszą dla mnie okazję spróbowania czarnego ryżu. Inna fiesta to wspólne biesiadowanie przy stole z dwoma włoskimi rodzinami z którymi dzięki energicznym wymachom rąk i malunkom na papierowym obrusie świetnie się porozumiewaliśmy. Należy też  wspomnieć  iż w Sinio jest słynny, podobno godny polecenia miejscowy teatr. Niestety nie  mieliśmy okazji obejrzeć żadnego spektaklu. Polecam również książkę wydaną w kilku edycjach językowych „A Wine Atlas of the Langhe”. Książka zawiera sporo informacji, wspomnienia ludzi – mieszkańców Piemontu od dziecka pracujących przy produkcji wina, zdjęcia tych wszystkich miejscowości, które należy odwiedzić .
Wakacje naprawdę pełne uroku, ciekawych spotkań, wspaniałych win.  Dziękuję.

Rivetto

Rivetto